Nic nie widzę! Nic nie widzę!
Kurwa. Gdzie jest światło?
Jestem ślepy. Jestem ślepy!
Jestem ślepy!
Moje oczy! Moje oczy!

– Otwórz oczy, głupcze!
– Przestań się wygłupiać!

Przestań krzyczeć! Kto krzyczy?
Ślepiec krzyczy!
Kto słucha krzyczącego ślepca?
Kto słucha krzyczącego ślepca?!
Oślepiony. Ciemność.

– Otwórz oczy, głupcze!

Ogromna… przeogromna…
przestrzeń namalowanej ciemności.
Oświetlona parkosyzmami światła.
Gdy ma się szczęście.

– Otwórz oczy, głupcze!

Ogromna… przeogromna…
przestrzeń namalowanej ciemności.
Pustka. Cisza.

– Czy wszystko dobrze, proszę Pana?

O, Boże!
Czy to był tylko koszmar?
Czy obudziłem się?
Widziałem noc.
Obserwowałem noc.
Patrzyłem w noc.
Noc bez końca.
Obserwowałem noc.
Obserwowałem noc.
Pełniłem straż nocną.

– To tylko sen.

Jestem ślepy.
Przynajmniej wyglądam na ślepca?
To był koszmar.
Czy ja… widzę?

Harmenszoon van Rijn Rembrandt wg Petera Greenawaya w NlGHTWATCHlNG

W pewien sposób mam to, czego chciałem. Mogę być po prostu sobą, nie raniąc nikogo po drodze. Ile to trwa? Tyle co nic. Czy mogę sobie pozwolić na jakiekolwiek opinie o tym, póki co? Z perspektywy przypuszczeń? Mogę przypuszczać? Na razie żyję, ale jak będzie za kilka miesięcy lub lat…?

Kiedyś powrócisz do kraju… no właśnie
Zobacz czy jesteś tu potrzebny komuś
Czy ktoś się może z tobą zaprzyjaźnić
Kup na kolację, wracając do domu
Byle jakiego czerwonego wina
Usiądź przy oknie, zastanów się chwilę
Wszystko to twoja, tylko twoja wina
I chwała Bogu
Świetnie
Tylko tyle
Wszystko to twoja, tylko twoja wina
I chwała Bogu
Świetnie
Tylko tyle

Osiągnąłem swoje życie, w takim kształcie, który jest moim prawdziwym startem. Wyzwoliłem się ze wszystkich okowów, ze wszystkich ciężarów. Ile zapłaciłem? Bardzo wiele. Czy na tym skorzystam?… Z pewnością będzie wiele chwil, kiedy będę swoje życie przeklinał. Ale nie decyzję.

Dobrze, że nigdy w czas mrocznej zamieci
Nie prowadziła cię ręka pomocna
I jak to dobrze samemu na świecie
Wędrować pieszo z szumiącego dworca
Z szumiącego
I jak to dobrze samemu na świecie
Wędrować pieszo z szumiącego dworca

Widzisz tego człowieka, tam – na horyzoncie? Załóżmy, że on nie udaje. Załóżmy, że w blasku flashy i reflektorów jest jasny i prawdziwy jak pod lampą rentgenowską. Widzisz co ma. Ma wszystko, nawet jeśli nie ma nic, oświetla go migająca latarnia, a nie lampa błyskowa, otaczają go płatki śniegu, a nie paparazzi, jeździ po bandzie, a nie jaguarem… Ale ma wszystko, bo sięga po wszystko i wszystko dostaje. Bo ma tak pięknie nasrane w głowie. Bo jest zwycięzcą, bo zawsze ma uśmiech na ustach. Gdy podejdziesz do niego, będzie szarmancki i ciepły. Gdy odejdziesz od niego, będzie piękny i silny. Ale gdy spróbujesz go uchywcić… Okaże się delikatny i kruchy jak płatek śniegu i rozpłynie Ci się w palcach… Czy jego oczy nie mówią – chcę być uchwycony? Czasem. A czy jego twarz nie wyraża przerażenia przed nieuchronną śmiercią?… Zdaje sobie sprawę ze swojego marnego położenia, ale takim go stworzono (nawet jeśli sam się takim stworzył). I mimo wszystko wybiera życie.

Dobrze, że nie masz tu kogo obwiniać
Dobrze, że z nikim nie masz żadnych więzi
Że nie ma kogoś, kto ciebie jedynie
Musiałby kochać aż do samej śmierci
Aż do samej
Że nie ma kogoś, kto ciebie jedynie
Musiałby kochać aż do samej śmierci

Josif Brodski wg Katarzyny Krzyżewskiej

Nie obawiam się powiedzieć tego – bo nie jest to powód do dumy, ale analiza… Sucha i beznamiętna: tacy jak On zawsze pozostaną obiektem pożądania. Jedni będą rasowymi oszustami. Inni – będą autentyczni aż do bólu. (Jak BB). Ale jak patrzysz na nich – chcesz ich mieć tylko dla siebie. Ci głupsi i mniej doświadczeni dadzą Ci to… na jakiś czas. Ci którzy już raz dali i przekonali się, co to znaczy dla płatka śniegu stopnieć, wybiorą samotne opadanie z nieba w czas śnieżnej zamieci… W górę i w dół, czasem w prawo, z rzadka w lewo… Ale zawsze ku ziemi.

“Bogaty jest ten, kogo stać na zaspokojenie własnych fantazji. Człowiek powinien zrobić ze swego życia dzieło sztuki, wycisnąć z życia jak najwięcej. Wychylić puchar, wszystkiego doświadczyć. Jestem ciekawa świata i chcę się rzucić w jego wiry”

Isabel Archer wg Nicole Kidman w The Portrait of a lady

Czy na pewnym etapie swojego życia można się zatrzymać? Czy można powiedzieć – wystarczy mi powietrze?

Powietrze to dla mnie za mało. Ale czego mogę zasmakować na tym świecie? Jakich trujących i radujących gazów? Wszak człowiek został zaprojektowany tak, by oddychać powietrzem. Czy wyruszę w przestrzeń kosmiczną, by przekonać się jak zabójcza jest próżnia?… Kiedy dane mi będzie zachłysnać się tą pustką?.. (rozumiesz? Próżnia. Nie ma tam nic! Nawet powietrza!) Ale każdego z nas zaprojektowano inaczej… i dano prawo wyboru. Gdzie skierować swoją moc ekspansji, skuteczność, energię? Jaki smak dynamiki wybrać, w jakie ryzyko się rzucić? Tak łatwo uzależniam się od życia… Czy potrafię być sobą i znaleźć tarczę, której będzie na mnie zależeć i która równocześnie tak głęboko jak tylko można… będzie mieć mnie w dupie?.. Wytrzyma ataki? Nie da się wykorzystać? Uszanuje nieposkromiony apetyt?…

Czy chcę podnieść taką tarczę i stanąć za nią?

Czy kiedykolwiek potrafiłem?

Nie.

(dosłownie. ale nie pytam. odpowiadam.)

Podczas gdy ona, spoczywając w chmurach,
oddaje się podniebnym spekulacjom,
on – wciąż wyprzedzając siebie –
zgarnia zyski na innej giełdzie.

Szybki Profit, Gunter Grass wg Sławomira Błauta

Który to już pożar w moim życiu? Po wyniszczającym ogniu zawsze wyrasta nowy las. Ile już pożarów przeżyłem? Nie dość wrażliwy jestem, by je liczyć i pamiętać. Wiele ich było. A na pewno nie by je wartościować. Mogę ułożyć chronologicznie. Ale czy to ma znaczenie? Jeśli nie pamiętam ich tak po prostu, jako doniosłych wydarzeń określonych datami, czyż nie znaczy to, że credo mojego życia stanowią niekończące się pożary i odrodzenia? Kocham ten żar pożarów. I noc po pożarze, tak zimną, pełną gwiazd, tak bezlitosną… Więcej. Chcę ich więcej, chcę by były coraz bardziej niszczące, coraz gorętsze, coraz bardziej bezlitosne. Czy potrafiłabyś przetrwać każdy z nich? Tak bardzo bojąc się gorąca, tak bardzo parząc od każdego…? I tak bardzo nieznosząc, bezlitosnej, następującej po pożarze nocy?

lizaliśmy się
jak zwierzęta,
a później
– nasyceni i wypompowani –
tymże językiem znajdowaliśmy
przyzwoicie uładzone słowa,
żeby sobie nawzajem objaśniać świat:
wzrost cen benzyny,
wady emerytalnego systemu,
niepojętość
ostatnich kwartetów Beethovena.

Bezwstydnie, Gunter Grass wg Sławomira Błauta

Nie wiem co jeszcze powiedzieć. Wszystko zostało powiedziane. Moje życie opowie resztę. Potrafię mówić pięknie. Myśleć pięknie. Żyć pięknie. Ale jak obraz, nierealny. Daleki. Podziwiany. Dotykany. Nie współdzielony. Taka jest moja osoba i moje życie, bo jest moje i samotne.

Kiedy Bóg zrobił pierwszy gliniany model człowieka
namalował oczy
usta
i płeć.
Potem namalował imię,
żeby jego posiadacz nigdy go nie zapomniał.

Nagiko w The Pillow Book wg Petera Greenawaya

Zadasz to pytanie kiedyś, więc odpowiem – nie było inspiracji. Nie było wpływów takich, za którymi poszedłem. Które by mnie omotały. Które by mi zawróciły w głowie. To tylko potem odnajdywałem punkty wspólne… Jak potaknięcie mędrca.

Zawsze to JA byłem pierwszy.

Jeden komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *