Znalezione w sieci:

Znalazłam ciekawe strony o bdsm. Pierwszy raz usłyszałam o tym fenomenie. Ludzie, którzy to “uprawiają” lubują się w zadawaniu sobie bólu, poniżaniu i katowaniu. Doprowadzaniu prawie do obłędu podniecając i nie dajac spelnienia swojemu partnerowi. A ja się zastanowiłam. Czym jest ból? Czy to naprawę to co zadają sobie ci ludzie?
Ból jest wtedy, kiedy próbuję wstac i muszę połozyć się  z powrotem bo ból uniemożliwia ruszenie się choćby o centymert dalej. Ból jest wtedy gdy głowa pęka,mimo zażycia paczki tabletek przeciwbólowych. Każdy dźwięk i błysk światła powoduje niewyobrażalną mękę. I nie ma nikogo, kto później przytuliłby, pogłaskał, pochwalił tak jak to jest w bdsm po torturach. To wymarzone potem przezywa się samotnie, tak jak samotnym jst się przy przezywaniu bólu.
Kiedy mozna mówić o  poniżeniu i uległości, jeśli nie wtedy, gdy wiesz, juz w styczniu gdzie będziesz na wakacjach, bo pan i mąż o jednej osobie, gdzies w zakamarkach swego umysłu ułozył plan waszych wakacji. Czy nie jest poddaniem i uległością, gdy dowiadujesz sie o przeprowadzce jako ostatnia w rodzinie i nie masz nic do powiedzenia w tej sprawie.Czy to nie jest zawierzenie i zaufanie? A jak nazwać to, kiedy mąż wychodzi gdzieś, nie wiesz dokąd bo ci nie powiedział i wraca  pijany po kilku godzinach a ty czekasz na niego, wiernie jak pies. A czym jest to ze rzucasz wszystkie swoje ulubione zajęcia i idziesz do niego bo cie zawołał, bo ma ochotę na seks?
Nie jest to poddaniem się czyjejś woli? Czysta forma niewoli, która nie daje satyskakcji, bo przeciez nie satysfakcja jest sensem zniewolenia? Czy ból a potem rozkosz, poniżenie, które daje poczucie dumy,a nawet triumfu nad nic nie wiedzzącymi ludźmi, można porównac ze zwykłym, czystym bólem, bez żadnej domieszki erotyzmu i zadowolenia? Gdy robisz cos z miłości, nawet jesli łączy sie to z bólem i poniżeniem nie jest nim.
Dobrze znam uczucie zdeptanej godności i miłości własnej. Wiem jak smakuje gorycz zniewolenia. Wiem, czym jest strach przed bólem.
Poddaję się “zdroworozsądkowemu” podejsciu mojego meza i nie idę do pracy,żeby nie przekroczyć progu podatkowego. Wcale nie z miłości, ani nawet ze strachu. Po prostu ulegam, nie sprzeciwiam się, nie walczę. Ulegam, bo uznaję jego racje, skoro tak uwaza niech bedzie jak chce. Robię to bo wiem, że on jest przekonany o swoich racjach, a mnie nie chce się juz walczyć o możliwośc decydowania. I ta rezygnacja i powierzenie swojego zycia drugiej osobie bez czerpana z tego korzyści według mnie jets  prawdiwą niewolą, mająca swój początek w wielowiekowej tradycji gdy kobiety niewiele miały do powiedzenia, tak jak niewolnicy. Wszak czerpiemy ze żródeł antyku, bo tam zaczyna sie historia naszej cywilizacji. Stamtąd, ze starozytnej Grecji i Rzymu, pochodzi nasza kultura, przekonania i tradycja. Tradycja która później została nieco obrobiona przez chrześcijaństwo, które zresztą równiez zakładało poddaństwo kobiet.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *