co to kurwa w ogóle znaczy???

  • 1. przymiotnik – taki, który narzuca swoje zdanie i nie uznaje sprzeciwu wobec niego
  • 2. taki, który narzuca swoją wolę innym i nie znosi sprzeciwu; bezwzględny, bardzo stanowczy (np. apodyktyczny szef); także: taki, który jest wyrazem tych cech (np. apodyktyczne spojrzenie)
  • 3. apodyktyczny narzucający swoje zdanie, nie znoszący sprzeciwu, arbitralny; stanowczy; filoz. sąd logicznie konieczny (oczywisty a. wynikający z przesłanek); por. (log.) asertoryczny, problematyczny. Etym. – gr. apodiktikós ‘wykazujący; dowodzący’ od apodeíknynai ‘po-, wykazywać’; zob. apo-; deíknynai ‘pokazywać’; por. polisa.
  • 4. taki, który narzuca innym swoje zdanie i nie znosi sprzeciwu; bezwzględny, skrajnie stanowczy; także: taki, który jest wyrazem tych cech: Był surowy, wymagający, apodyktyczny. Apodyktyczny głos, gest. Apodyktyczne spojrzenie.  gr. apodeiktikós ‘wskazujący, dowodowy’
  • 5. wyraz książkowy Sprawiała wrażenie osoby wyniosłej i apodyktycznej. synonimy: bezwzględny, stanowczy, władczy; książk. kategoryczny; antonimy: uległy, tolerancyjny
  • 6. przym. Ia, ~ni, ~niejszy, narzucający swoje zdanie, nieznoszący sprzeciwu; stanowczy, kategoryczny
  • 7. (łc. apodicticus z gr. apodeiktikós ‘wykazujący’) kategoryczny, nie znoszący sprzeciwu.
  • 8. 1. «nieznoszący sprzeciwu, narzucający komuś swoje zdanie; też: świadczący o takich cechach»  2. log. «stwierdzający lub wyrażający konieczność»
  • 9. 1.[Medycyna] nie znoszący sprzeciwu; narzucający komuś swoje zdanie; świadczący o czyjejś bezwzględności, stanowczości; kategoryczny 2.kategoryczny , stanowczy , arbitralny 3.twardy , nieustępliwy , nieugięty 4. nieprzejednany , nieprzebłagany , autorytatywny 5. autorytarny , bezkompromisowy , pryncypialny 6. bezwzględny , władczy , despotyczny 7. dyktatorski , katoński , autokratyczny 8. woluntarystyczny , niedemokratyczny 9. kategoryczny, nieznoszący sprzeciwu 10. [Filozofia] stwierdzający lub wyrażający konieczność

10. Typy bohaterów: apodyktyczny władca

Na kartach powieści można spotkać wielu bohaterów o typie apodyktycznego władcy. Nie musi to być wcale król czy polityk, ale i szef firmy, mafijny boss, a nawet despotyczny ojciec. To człowiek o bardzo silnej i dominującej osobowości, dla którego potrzeba kontroli nad życiem innych ludzi może stać się obsesją. Jak stworzyć taką postać?

Bohater o typie apodyktycznego władcy:

  • to człowiek o bardzo silnej osobowości, który potrafi poprowadzić armię do zwycięstwa a firmę do sukcesu,
  • jest pewny siebie, czasami bywa arogancki,
  • uwielbia dominować, więc potrzebuje kogoś, kim mógłby rządzić – własnego „królestwa” i „poddanych”,
  • to doskonały strateg, który potrafi przekonać innych, by robili to, czego od nich pragnie,
  • zwykle jest lojalny i hojny wobec tych, którzy są pod jego rządami, ale czasami lubi wywoływać wywołać u nich lęk,
  • chce być zawsze najlepszy i walczy o palmę pierwszeństwa niezależnie od kosztów, jakie musi ponieść,
  • zależy mu na tym, by utrzymać władzę, boi się kogoś silniejszego, młodszego i inteligentniejszego, kto mógłby przejąć jego „królestwo”,
  • ma problemy z wyrażaniem emocji i prośby o pomoc, gdyż są one w jego mniemaniu oznaką słabości,
  • w trudnych sytuacjach potrafi zachować stoicki spokój, ludzie często znajdują oparcie w jego wewnętrznej sile,
  • nie jest typem domatora, nie dla niego codzienne obowiązki domowe,
  • jest podatny na uzależnienia, w ten sposób wypełnia wewnętrzną pustkę.
  • Po wyostrzeniu niektórych cech apodyktycznego władcy można stworzyć postać dyktatora, dla którego potrzeba rządzenia staje się obsesją. Pragnie sprawować władzę nad wszystkimi sferami życia swoich podwładnych. Jeśli ktoś mu się przeciwstawi, wychodzi z niego bestia, a winę zrzuca na tego, kto dopuścił się buntu. Tworzy własne zasady, po to by dzierżyć niepodzielną władzę. Nie dba o konsekwencje swojego działania, bez końca poniża innych.

11. Walka z apodyktycznością

Apodyktyczność to sposób bycia lub zachowania polegający na narzucaniu innym swojego zdania, na ogół w sposób wykluczający sprzeciw. Apodyktyczność jest bardzo uciążliwą cechą charakteru, bowiem niesie ze sobą całe spektrum problemów w relacjach z drugim człowiekiem. Jest to postawa dominacji, w której mnie liczy się druga osoba. Walka z apodyktycznością jest bardzo trudnym i złożonym procesem. Oto kilka sugestii.

Stefan Kisielewski pisał przed laty, że apodyktyczność jest formą żarliwej troski o skuteczność. Jest formą błędną: człowiek apodyktyczny mniej jest przekonywający niż człowiek nieśmiały. Można więc powiedzieć, że w pracy nad likwidowaniem omawianej postawy ważna jest motywacja. Aby być bardziej wiarygodnym, przyjaznym sugestywnym, należy likwidować apodyktyczność. Dominacja wcześniej czy później rodzi bunt. W takiej sytuacji budowanie dobrych relacji z drugim człowiekiem jest bardzo utrudniona.

W walce z dominacją może być skuteczna także umiejętność szukania kompromisu. Permanentna bezkompromisowość stawia drugiego człowieka w trudnej sytuacji. Apodyktyczny człowiek jawi się jako niereformowalna osoba, z którą nie warto dyskutować. Stąd też należy „ćwiczyć” ustępowanie. Jest to świetna lekcja pokory i dialogu. Umiejętność przyjęcia cudzego zdania i potraktowania jako prawdy stanowi o wielkości człowieka.

Apodyktyczność można likwidować również poprzez dzielenie się władzą. Każdy z nas ma jakąś przestrzeń, w której „stoi nad innymi”. Zaproszenie do „współrządzenia” likwiduje pokusę dominowania. Szczególnie w pracy owa zasada sprawdza się świetnie.

A na koniec pewna bajka, która świetnie ilustruje konsekwencje dominacji. Na polanie rósł sobie wielki, rozłożysty dąb. Swym cieniem służył ludziom, zwierzętom i roślinom. Pewnego dnia usłyszał słaby, piskliwy głos: Ach, gdyby mi tak ktoś pomógł! Wszyscy rosną i pną się w górę, tylko ja jestem taki słaby! Dąb zerknął w dół i zobaczył trzy ciemnozielone listki bluszczu. Żal mu się zrobiło tego maleństwa i zaofiarował natychmiast pomoc: Jeżeli chcesz, możesz się na mnie oprzeć; mam dosyć siły i wigoru. Uszczęśliwiony bluszcz przyczepił się zaraz do kory dębu i powoli oplatał go swymi gałązkami. Po jakimś czasie przypomniał sobie dąb o swoim „podopiecznym”, chciał z nim pogaworzyć, ale ten nie miał ochoty na rozmowy. Odburknął tylko coś niegrzecznie i zamilkł. Pewnego dnia dąb poczuł łamania w konarach i swędzenie kory. Zwrócił się do swego gościa o jakąś pomoc, ale bluszcz (teraz już wielki i mocny) nie zechciał nawet zareagować. Minęły lata i dąb czuł zbliżającą się śmierć: wiedział, że to bluszcz dusi go i żeruje na nim. Prosił więc o trochę powietrza, błagał o zmiłowanie, zaklinał na wszystkie świętości i na przeszłość. Daremnie. Musiał umrzeć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *